Tuesday, January 24, 2012

5FDP - American Capitalist

Kolejny przedstawiciel amerykańskiej szkoły groove metalu to Five Finger Death Punch, zespół pochodzi z Los Angeles i właśnie wydał swój trzeci album „American Capitalist”. Groove jak i inne nurty metalcore’owe przez wielu konserwatywnych fanów metalu zaliczane są do tak zwanego nu metalu, mnie to jednak osobiście nie specjalnie przeszkadza, gdyż zauważam różnice pomiędzy nu metalowym graniem, a soczystym metalcore’em, gdzie ten ostatni niesie ze sobą znacznie więcej agresji i bezkompromisowego czadu, niż nu metalowe tuzy podbijające serca nastolatków. Skupmy się jednak na „American Capitalist”. Muzyka prezentowana przez 5FDP na swym trzecim albumie jest w miarę zróżnicowana, agresywne kawałki jak „Menace” czy „Back For More” nieźle komponują sę, z bardziej stonowanymi jak „Generation Dead” czy „Remember Everything”, daje to przyjemną mieszankę charakterystyczna dla groove. Przeplatające się wzajemnie wrzaski Moody'ego z jego czystymi wokalami, charakterystyczne dla tego stylu doskonale ze sobą kontrastują, swietna perkusja, oczywiscie "na dwa piece", sporo niezłych dynamicznych riffów i nieszablonowe solówki Bathor'ego dopełniają całości. Nie jest to na pewno muzyka dla ortodoksyjnych metali, ale taka nie miała być, ostre granie rozwija się w różnych kierunkach i nie zawsze chodzi o to by grać głośniej i szybciej. Dla mnie płyta „American Capitalist” to kawał świetnie wykonanej roboty i 40 minut naprawde dobrej muzyki.

Five Finger Death Punch - American Capitalist
1. American Capitalist 3:28
2. Under and Over It 3:38
3. The Pride 3:23
4. Coming Down 4:01
5. Menace 3:31
6. Generation Dead 3:43
7. Back For More 3:22
8. Remember Everything 4:38
9. Wicked Ways 3:07
10. I'll Fall 3:56
11. 100 Ways To Hate 3:20


Five Finger Death Punch - Under And Over It

Thursday, January 19, 2012

Morbid Angel... wtf?

Morbid Angel, do zespołu wraca David Vincent i już wiem czego się spodziewać, czy jednak na pewno? Niekwestionowana gwiazda pierwszej wielkości, jeden z prekursorów nurtu… mówisz death metal myślisz Morbid Angel. Najnowsza płyta „Illud Divinum Insanus” zadaje jednak kłam tym stwierdzeniom. Oczywiście przeszłości nie wymaże nic, ale to teraźniejszość kreuje opinie i poglądy. Zaczęło się niewinnie od intra „Omni Potens”, intro bardziej pasowało mi do norweskich black metalowców, ale cóż, intro to tylko intro. Kolejny utwór jednak nie wywołuje na mojej twarzy zwyczajowego banana, moje usta zamykają się a oczy wychodzą na wierzch, przecieram je, a właściwie przecieram uszy i nie wierzę w to co słyszę. „To Extreme!” jest utworem dla mnie całkowicie niezrozumiałym, brzmi jak remix dziwnych dźwięków, Vincent skandujący „chaos, chaos” i „this is my new religion”, zaczynają wzbudzać we mnie podejrzenia co do stanu psychiki tego ostatniego… Ponad 6 minut czegoś nad czym pozostaje mi tylko spuścić zasłonę zapomnienia. Pożniej jest różnie, raz lepiej jak w przypadku „Existo Vulgoru”, „Nevermore” czy „Beauty Meets Beast”. Utwory jednak takie jak wspominany „Too Extreme!”, "Destructhors Vs. The Earth/Attac „Radikult” czy ‘Profundis – Mea Culpa”, pozostawiają niesmak i rodzą pytanie, czy Morbid Angel nie zagubił się gdzieś i czemu to wszystko ma służyć. Pozostaje mi jedynie przyjąć wykrzyczane w ostatnim utworze przez Vincenta Mea Culpa, jako usprawiedliwienie i jak najszybciej zapomnieć o tej płycie.

Morbid Angel - Illud Divinum Insanus
1.Omni Potens 02:28
2. Too Extreme! 06:13
3. Existo Vulgoré 03:59
4. Blades for Baal 04:52
5. I Am Morbid 05:17
6. 10 More Dead 04:51
7. Destructos Vs. the Earth / Attack 07:15
8. Nevermore 05:08
9. Beauty Meets Beast 04:57
10. Radikult 07:37
11. Profundis - Mea Culpa 04:06


Morbid Angel - Nevermore

Wednesday, January 18, 2012

Suicide Silence - The Black Crown

Suicide Silence swoimi dwoma poprzednimi płytami „Cleansing” i „No Time To Bleed” wywołał spore zamieszanie na scenie deathcore’a. Te dwa albumy pozwoliły Suicide Silence dołączyć do grona najznamienitszych przedstawicieli nurtu. Z niecierpliwością więc oczekiwałem kolejnej płyty Amerykanów. Płyta „The Black Crown” okazała się jednak inna od dwóch poprzednich, artyści zboczyli nieco z kursu i zaczęli dryfować w kierunku metalcore’u i Groove, co jednym może przypaść do gustu innym niekoniecznie. Ja osobiście znalazłem się w tej drugiej grupie z uwagi na to, że jestem przeciwnikiem zmiany stylu i sięgając po wydawnictwo zespołu kojarzonego z deathcore’em oczekuje deatcore’u, a nie jakiegoś innego stylu, no ale cóż, miejmy nadzieję, że na następnej płycie SS wrócą do swego pierwotnego grania. Zmiana stylu oczywiście nie oznacza w przypadku Amerykanów zmiany jakości, nadal jest to szybka, brutalna muzyka, mogąca zaspokoić najbardziej wygłodniałe apetyty. Na płycie gościnnie wystąpili wokalista Korn Jonathan Davis w utworze „Witness The Addiction”, oraz Frank Mullen z Suffocation, którego usłyszymy w utworze Smashed. Płyty słucha się dobrze, nie jest ona monotonna obok szybkich kawałków jak „Slaves To Substance” mamy i chwile zwolnienia jak na „March To The Black Crown”. 40 minut ostrego czadu i jeżeli tego właśnie oczekujemy to na pewno nie będziemy zawiedzeni, wszak łyżka dziegciu nie może zaszkodzić beczce miodu.

Suicide Silence - The Black Crown
1. Slaves to Substance 3:27
2. O.C.D. 3:19
3. Human Violence 3:47
4. You Only Live Once 3:12
5. Fuck Everything 4:33
6. March to the Black Crown 1:30
7. Witness the Addiction 5:32
8. Cross-Eyed Catastrophe 3:25
9. Smashed (feat. Frank Mullen of Suffocation)v3:06
10. The Only Thing That Sets Us Apart 4:10
11. Cancerous Skies 3:14


Suicide Silecnce - You Only Live Once

Monday, January 16, 2012

Sepultura - Kairos

Brazylijska legenda thrash metalu, już bez braci Cavalera, za to z nowym wychwalanym pod niebiosa (a może raczej w przeciwnym kierunku), czarnoskórym wokalista Derrickiem Greenem nagrała swój kolejny album „Kairos”. Dla mnie osobiście stara Sepultura skończyła się po płycie „Roots”, tamta epoka została zamknięta i w chwili obecnej mamy do czynienia z nową Sepą. Brzmienie nowej płyty jednak często przywodzi na myśl starsze produkcje Brazylijczyków być może z uwagi na to, że nadal głównym kompozytorem zespołu jest Andreas Kisser. Płyta „Kairos” na pierwsze słuchanie może się wydawać odrobinę monotonna, jednak jest to kawał dobrej muzyki. Ciężkie rytmiczne brzmienie do tego niesamowite wokale Greena składają się na płytę obok której trudno przejść obojętnie. Płyta, która wpadła w moje ręce, a jest to limitowana edycja, zawierała łącznie aż 17 nagrań, z czego 4 (2011, 1433, 5772, 4648) to niepotrzebne półminutowe przerywniki. Dwa dodatkowe utwory to cover „Firestarter” Prodigy, drugi zaś jest autorskim utworem Sepultury. Na płycie znajduje się jeszcze jeden cover, a mianowicie utwór „Just One Fix” zespołu Ministry, reasumując więc płyta z początku wydająca się odrobinę monotonna po bliższym zapoznaniu się z nią (wysłuchaniu kilkukrotnym) zyskuje sporo na wartości i już taka jednostajną zdaje się nie być. Sepultura bez braci Maxa i Igora Cavalera nie jest ta sama Sepultura, która zdobywała świat w latach 90tych, lecz czy jest zespołem gorszym? Na pewno innym, inne bowiem są obecnie czasy…

Sepultura - Kairos
1. Spectrum 4:03
2. Kairos 3:37
3. Relentless 3:36
4. 2011 0:30
5. Just One Fix 3:33
6. Dialog 4:57
7. Mask 4:31
8. 1433 0:31
9. Seethe 2:27
10. Born Strong 4:40
11. Embrace the Storm 3:32
12. 5772 0:29
13. No One Will Stand 3:17
14. Structure Violence (Azzes) 5:39
15. 4648 0:28
16. Firestarter 4:28
17. Point of No Return 3:27


Sepultura - Firestarter

Friday, January 13, 2012

Bez rzeźnika, ale krwisto...

Destruction, tego zespołu nie trzeba nikomu przedstawiać, jeden z wielkiej trójki europejskiego/niemieckiego thrash metalu. Na początku ubiegłego roku na rynku pojawił się ich 11 studyjny album „Day Of Reckoning”, pierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście rewelacyjna okładka stworzona przez węgierskiego grafika Gyula, dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że dotychczas okładki Destruction zawsze zdobił Mad Butcher, tym razem go zabrakło, można co najwyżej domniemywać, że przedstawione na okładce oko, należy do tego sympatycznego osobnika. Co do rzeczy najważniejszej, czyli muzyki, to mamy tutaj 11 szybkich jak najbardziej thrashowych kawałków, nie ma żadnego udziwniania czy mieszania stylów tylko porcja solidnej thrashowej muzyki. Album jest w miarę spójny, trwa dokładnie 50 minut i nie powoduje szerokiego otwierania paszczęki w celu zaczerpnięcia powietrza, zwanego potocznie ziewaniem. Płytę zamyka cover „Stand Up And Shout” z debiutanckiego albumu zespołu DIO. W przyszłym roku niemieckim thrashersom wybije 30 rok działalności, tym większy więc szacunek dla Schmiera i kolegów za tak energetyczny album. Jest też wątek polski, na albumie prezentuje się nowy perkusista Destruction Wawrzyniec Dramowicz vel. Vaaver, którego kojarzę z projektu Mausera Unsun. Zachęcam do zapoznania się z ta płyta szczególnie wszystkich tych, którym nieobce są klimaty lat 80tych i dla których thrash metal zawsze będzie prekursorem szybkiego i agresywnego grania.

Destruction - Day Of Reckoning
1. The Price 3:39
2. Hate Is My Fuel 4:24
3. Armageddonizer 4:09
4. Devil’s Advocate 4:18
5. Day Of Reckoning 3:58
6. Sorcerer Of Black Magic 4:25
7. Misfit 4:26
8. The Demon Is God 5:11
9. Church Of Disgust 4:05
10. Destroyer Or Creator 3:09
11. Sheep Of The Regime 4:59
12. Stand Up And Shout" (Dio Cover) 3:17


Destruction - Armageddonizer

Thursday, January 12, 2012

Niemieckie klimaty...

Eisregen to jeden z płodniejszych zespołów sceny określanej jako dark metal naszych zachodnich sąsiadów. Mieszaniny stylów ghotic, black i death metalu w wykonaniu Eisregen miałem okazję zasmakować przy okazji ich najnowszej dziewiątej już płyty "Rostrot” . Samo pojęcie dark metalu jako odrębnego stylu muzycznego ma swe korzenie w połowie lat 90tych, kiedy to zespół Bethlehem wypuścił na rynek płytę o tytule właśnie “Dark Metal”. Nurt ten charakteryzuje się właśnie wplataniem w muzykę black/death metalową klawiszy, gitar akustycznych, miksowanych wokali męskich i żeńskich. Wracając jednak do „Rostrot” to płyta ta jest typowym przedstawicielem swego nurtu, mamy tu utwory brzmiące jak krwawy black metal „Schakal-Ode An Die Streubombe”, poniekąd death metalowym początkiem by poźniej nieco zwolnić, a już na pewno złagodnieć, następnie znów przyspieszyć „Blutvater” i ‘Wechselbalg czy gothickie „Manderich” czy „Ich sah den Teufel”. Wokalista Eisregen, Michael „Blutkehle“ Roth swoje teksty wyśpiewuje w swoim ojczystym języku, a śpiewać potrafi zarówno growlując jak i śpiewając swoim głębokim, niskim głosem. Reasumując jest to bardzo ciekawa płyta i mimo, że na co dzień nie jestem fanem tego typu grania, to mimo wszystko nie żałuje, że sięgnąłem po te płytę. Muzyka jest urozmaicona i nie może się nudzić, częste zmiany tempa powodują, że mimo iż płyta trwa ok. 50 minut nie dłuży się nam.

Eisregen - Rostrot
1. Erlösung 02:25
2. Schakal-Ode an die Streubombe 03:56
3. Madenreich 03:48
4. Ich sah den Teufel 07:25
5. Blutvater 03:20
6. Bewegliche Ziele 05:36
7. Kathi das Kuchenschwein 05:47
8. Wechselbalg 04:32
9. Fahles Ross 05:40
10. Rostrot 06:45
11. Ich, Zombie - Bonustrack 04:51
12. Madenreich (Live in Mogadischu/Somalia 2013) - Bonustrack 03:49


Eisregen - Madenreich

Thursday, January 5, 2012

Z powrotem w lata 80te...

Brytyjska formacja braci Drake znana jest ze swoich nawiązań do muzyki thrashowej lat 80tych, inspiracje Metallica, Testament, Megadeth czy Anihilator nie są tajemnicą dla nikogo, kto z tym zespołem się zetknął, a okazja na pewno była bo Grupa wydała już trzy płyty długogrające, statnia z nich to wydana we wrzesniu 2011 roku „Five Serpent’s Teeth”. Po śmierci basisty Mike’a Alexandra (zamrał w wyniku zakrzepów płucnych podczas trasy koncertowej w 2009), na bassie pojawił się nowy człowiek Joel Graham, wywodzący się z Rise To Addiction. mocno nasiąknięta jest inspiracjami Metallica, słuchając tej płyty ma się czasem wrażenie, że czas się cofnął i oto mamy do czynienia z nieznanymi utworami gigantów thrashu z końca lat 80tych. Wsłuchując się w utwory łatwo można znaleśc odniesienia i inspiracje czwarta płyta Metallicy, wyjątek stanowi utwór „In Memoriam”, który jest hołdem dla Alexandra. Powiem szczerze, że wspominam z łezką w oku czasy „And Justice For All…”, gdy się ukazała zrobiła na mnie wrażenie, trochę czasu jednak od tego momentu upłynęło, zmieniły się i moje gusta muzyczne i trendy, a także sposób grania muzyki thrashowej, na chwile obecną zespół Evile pozostaje dla mnie niczym więcej jak tylko ciekawostką.

Evile - Five Serpents Teeth
1. Five Serpent's Teeth 5:34
2. In Dreams of Terror 5:07
3. Cult 4:50
4. Eternal Empire 5:35
5. Xaraya 6:02
6. Origin of Oblivion 4:55
7. Centurion 5:44
8. In Memoriam 5:47
9. Descent into Madness 4:25
10. Long Live New Flesh 5:16

Evile - Cult

Wednesday, January 4, 2012

Powrót z zaświatów...

Przyznam szczerze, że Anthrax kojarzy mi się z czasami gdy uczęszczałem do liceum, była to końcówka lat osiemdziesiątych i początek lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam charakterystyczny wokal Joey Belladonny który po płycie “Persistence of Time”, odszedł z zespołu później już z nowym wokalistą Antrax nagrał płytę „Sound of White Noise”, która niespecjalnie przypadła mi do gustu i ostatecznie od tego czasu z zespołem Anthrax nie miałem już do czynienia, poza oczywiście powrotami do starszych płyt zespołu. Niedawno wpadła mi jednak w ręce najnowsza płyta amerykańskiej formacji „Worship Music”, na której to znów można posłuchać Belladonny, oprócz niego oczywiście nieśmiertelny Ian Scott, Fran Bello i Charlie Benante, jedyna nowa dla mnie twarz to gitarzysta Rob Caggiano, który jest z zespołem z małymi przerwami od roku 2001. Płyta zawiera 13 utworów o sporym zróżnicowaniu, są tutaj naprawdę czadowe kawałki jak chociażby „Earth On Hell”, bardziej klasyczne "Fight'em Til You Can't" czy „I’m Alive”, heavy metalowy „Judas Priest”. Inne utwory również brzmią świetnie. Zespół raczy nas dwoma przerywnikami w postaci melodycznych wstawek na wiolonczelę „Hymn 1” czy też werble „Hymn 2” dając słuchaczom odsapnąć. Świetny materiał, szczególnie dla ludzi z mojego pokolenia, którzy wychowali się na muzyce thrash metalowej. Ostatni utwór „Revolution Screams” trwa aż 15 minut, a to za sprawą ukrytego w nim cover’u szwedzkich hardcoreowcow spod znaku Refused. Generalnie nie spodziewałem się wiele po tym albumie, a to co usłyszałem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Płyta jest świetna i mam tylko nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo panów spod znaku „wąglika”.

Anthrax - Worship Music
1. "Worship" 1:41
2. "Earth on Hell" 3:11
3. "The Devil You Know" 4:46
4. "Fight 'Em 'Til You Can't" 5:48
5. "I'm Alive" 5:37
6. "Hymn 1" 0:38
7. "In the End" 6:46
8. "The Giant" 3:47
9. "Hymn 2" 0:44
10. "Judas Priest" 6:24
11. "Crawl" 5:29
12. "The Constant" 5:01
13. "Revolution Screams" 15:54 (Od około 11 minuty cover Refused – New Noise)


Anthrax - The Devil You Know

Monday, January 2, 2012

Ageless Oblivion, czyli debiutanci z Hampshire...

Ageless Oblivion, brytyjska formacja zadebiutowała w zeszłym roku albumem „Temples of transcendent evolution” i był to całkiem przyzwoity debiut. Agresywna szybka muzyka death metalowa, wróży temu zespołowi niemałą karierę. 8 utworów składa się na tę trwającą ponad 40 minut płytę, utwory są urozmaicone, więc nie wieje z płyty dłużyzną. Nie jest to może jakiś produkt przełomowy, ale nie zmienia to faktu, że płyty słucha się przyjemnie. Miażdżące, agresywne riffy, świetny bass, szybka perkusja i do tego klasyczne growlingi, czegóż chcieć więcej? Brytyjczycy grają death metal w swojej klasycznej postaci, nie kombinują nie eksperymentują tylko zalewają nas falą brutalnej muzyki i tak trzymać, death metal taki właśnie powinien być.


Ageless Obilvion - Temples of transcendent evolution
1. Monument 02:28
2. Reclamation 03:46
3. Time of the Empty Throne 04:22
4. Detachable Faceplate 03:44
5. Drone of the Nychomist 06:30
6. Unhallowed Domain 04:51
7. Mycora 02:13
8. Temples 13:47



Ageless Oblivion - Reclamation