Monday, March 26, 2012

Napalm Death - Utilitarian

27 lutego tego roku światło dzienne ujrzał 15 album legendarnej grand-core’owej kapeli brytyjskiej Napalm Death. Któż nie zna Napalm Death, można za nimi nie przepadać, ale szacunek im się należy niewątpliwie. Jeden z największych gigantów muzyki ekstremalnej wcale nie zamierza zwalniać tempa, płyta „Utilitarian” niesie jakieś przesłanie z którym może nie do końca się zgadzam (znane są lewackie poglądy Marka ‘Barney’a’ Greenway), ale w przypadku muzyki metalowej, teksty nigdy nie miały dla mnie decydującego znaczenia, liczy się przede wszystkim muzyka. Płyta zaczyna się utworem „Circumspect”, wolnym i ciężkim, ale tez klimatycznym, po nim jednak już nie ma litości „Errors In The Signal” i wszystko jasne nie będzie żadnej zmiany stylu, a pierwszy utwór odbierać możemy jako intro. I tak do końca, niektóre utwory są bardziej grand-core’owe inne maja w sobie odrobinę hard-core’a. W Świetnym skąd inąd „The Wolf I Feed” początego zalatuje punk rockiem, na wokalu skrzekliwy Mitch Harris, a w tle potężne ryczenie Barneya, mało tego w utworze tym Barney daje próbke swoich możliwości przy wykorzystaniu czystego wokalu. Utwory jak „Quarantined” czy „Blank Look About Face” czy kończący płytę „A Gag Reflex” mogą wywołać ciarki na grzbiecie. Bez dwóch zdań płyta jest świetna i dla mnie jak dotąd numer jeden w tym roku. Napalm Death mimo upływu lat ma się świetnie i oby trwało to jak najdłużej. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze tylko, że całośc zamyka się w 16 utworach trwających ok. 45 minut, czyli w standardzie

Napalm Death - Utilitarian
1. Circumspect 2:17
2. Errors in the Signals 3:02
3. Everyday Pox 2:12
4. Protection Racket 4:00
5. The Wolf I Feed 2:57
6. Quarantined 2:47
7. Fall on Their Swords 3:57
8. Collision Course 3:14
9. Orders of Magnitude 3:21
10. Think Tank Trials 2:27
11. Blank Look About Face 3:12
12. Leper Colony 3:23
13. Nom de Guerre 1:07
14. Analysis Paralysis 3:23
15. Opposite Repellent 1:22
16. A Gag Reflex 3:30


Napalm Death - The Wolf I Feed

Thursday, March 22, 2012

Włoski MG-42...

Kwintet z Włoch Paolo Rossi, Francesco Paoli, Cristiano Trionfera, Tommaso Riccardi i Francesco Ferrini tworzą muzykę zwaną symphonic death metalem, jest to połączenie ciężkiego i szybkiego deathowego grania z elementami symfonicznymi najczęściej w wykonaniu orkiestry. Najbardziej znanym przedstawicielem gatunku jest niewątpliwie Dimmu Borgir, jak również doskonale u nas znany grecki Septicflesh. Płyta „Agony” zaczyna się jak to zwykle bywa delikatnym intrem, utwór „Temptetion” ma za zadanie budować nastrój napięcia i przyznać muszę, że robi to doskonale 1:47 mija szybko i po nim się zaczyna… Początek „The Hypocrisy” doskonale się wkomponowuje jako przedłużenie intra, tyle, że nie ma tu już mowy o budowaniu nastroju… Blasty robrzmiewające z szybkości pocisków wypluwanych przez Maschinengewehr 42, brutalne wokale, przerywane czystymi partiami, do tego agresywne i szybkie riffy. Przez to wszystko przebijająca się cały czas gala muzyki symfonicznej, która w tym wypadku tworzy jedne człowiek na syntetyzatorze, klasyka. Na zakończenie zespół serwuje nam tytułowe Agony, który jest utworem zagranym na… fortepianie, daje on niezłe wyciszenie bo tej eksplozji muzyki jaka towarzyszyła nam wcześniej. Dla mnie ostatnia płyta Fleshgod Apocalypse to naprawdę świetna pozycja, technicznie nic mu nie jej zarzucić, jest nastrój, 50 minut dobrej muzyki, jedyne do czego można by było się przyczepić to tempo blastów, które trochę przez swe niemalże jednostajne aczkolwiek zdecydowanie za szybkie tempo, są trochę monotonne, gdyby było więcej przejścia, a nie jednostajny napieprz było by jeszcze lepiej.

Fleshgod Apocalypse - Agony
1. Temptation 1:47
2. The Hypocrisy 5:31
3. The Imposition 4:58
4. The Deceit 6:03
5. The Violation 4:19
6. The Egoism 6:22
7. The Betrayal 5:31
8. The Forsaking 5:37
9. The Oppression 6:04
10. Agony 3:34


Fleshgod Apocalypse - The Hypocrisy

Wednesday, March 21, 2012

Szwedzki wehikuł czasu...

Szwedzki Entrecht bynajmniej nie brzmi jak szwedzka kapela, brzmi jak kapela niemiecka z końca lat 80tych, a czasami jak pewna amerykańska kapela również z końca lat 80tych. Słuchając płyty „Inevitable Decay” ma się wrażenie podróży w czasie, wszak płyta wydana została w ubiegłym roku. Z płyty płynie do nas świetny thrash taki old-school’owy, inspiracje Kreator’em czy Sodom’em prześcigają się z solówkami rodem ze Slayera. Cóż mogę powiedzieć świetna płyta dla kogoś kto wychował się na metalu z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wokalne popisy Fredrika Pellbrinka jako żywo przypominają charakterystyczny śpiew Mille Petrozzy. Poza wokalista i gitarzysta Frederikiem w skład zespołu wchodzi jeszcze basista Joel Sundin i perkusista Victor Holmström. Na płytę składa się 8 utworów trwających niecałe 40 minut, czyli standard. Myślę, że powinna to być obowiązkowa pozycja dla tych co wzdychają za starymi czasami, za wysokimi białymi butami sportowymi, obcisłymi spodniami i kamizelkami obszytymi naszywkami, w tej płycie jest ten klimat, można się poczuć jak za starych dobrych lat, kiedy jeszcze byliśmy młodzi, mieliśmy bujne czupryny i żadnych kredytów w bankach…


Entrench - Inevitable Decay

1. As Dawn Breaks 4:51
2. Debt of Sorrow 5:18
3. Portrait of a Phobia 6:25
4. Into Oblivion 4:13
5. Doubt What's Left 4:31
6. Blind Illusion 4:57
7. Crossing the River 2:07
8. Where Only Ruins Remain 7:10


Entrench - Into Oblivion

Tuesday, March 20, 2012

Szwedzki death metal w austriackiej odsłonie...

Austriacki zespół Epsilon znana do tej pory z dwóch EPek, kojarzony głównie z Thrash metalem, wydał w zeszłym roku płytę „Truly Yours And In Love” w której jednak trudno doszukiwać się brzmień thrash metalowych. Płyta co prawda zaczyna się utworem „Corajón Andient” granym na hiszpańską gitarę akustyczną, który to jednak potraktować możemy raczej jak intro, później jest już tylko mocniej, szybciej i głośniej. Dziewięć kolejnych utworów to death metal, z licznymi melodycznymi wstawkami. Świetne przejścia, dynamiczne riffy, mocne blasty i ciekawe melodyjne solówki każą nam klasyfikować te Epsilon do grona wykonawców melodyjnego death metalu. Chwytliwe melodie utworów czynią ten album naprawdę ciekawą pozycją w powoli umierającym nurcie melodyjnego death metalu. Jedyny mankament to nieco monotonny wokal Krise, któremu brakuje czystych partii. W każdym bądź razie Epsilon jest ciekawa alternatywą dl wszystkich zniechęconych przemianami rodem z Goeteberga, takie utwory jak „Lady Shaver”, „Foxy Knoxy”, „As The Sea” czy chociażby „La Boum” powodują, że przenikają nas przyjemne dreszcze, a noga sama wystukuje rytm. Melodie zapadają w pamięci i trudno odbierać te płytę inaczej niż dobrze.

Epsilon - Truly yours and in love
1. Corazón Ardiente 01:20
2. Come Pain Come 04:34
3. Lady Shaver 04:58
4. (As Long As You) Submit To Supremacy 03:56
5. Foxy Knoxy 03:50
6. Cicatrix Dolorosa 03:54
7. As The Sea 04:45
8. Them Dead 03:29
9. Schwertransport 04:54
10. La Boum 05:33


Epsilon - Lady Shaver

Wednesday, March 14, 2012

Neoandertals - Ebu Gogo Gutting The Child

Neoandertals to estońska kapela grająca muzykę z pogranicza grand-core’u i brutal death metalu. Muzyka ta nie urzeka technicznymi riffami, potężną perkusją czy siłą wokalu, zespół gra muzykę porażającą prymitywizmem, środki przekazu są równie proste bass i perkusja. Sama okładka może już na wstepie sugerować, czego powinnismy sie po drugiej płycie Neandertalczyka spodziewać. W skład zespołu wchodzi Rain Pohlak wydający z siebie dźwięki oraz okraszający je basem, i piękniejsza częsć Neandertalczyka czyli Sandra Vungi, perkusistka. Album „Ebu Gogo Gutting the Child” składa sie z 9 utworów trwajacych 32 minuty, totalnej i masakrycznej sieczki. Cóz mozna więcej napisac o tej płycie, na pewno nie brakuje jej ekspresji, aczkolwiek prymitywizm użytych srodków może nieco odstraszać, a nawet prowokowac pytanie czy to jeszcze jest muzyka? Myślę, że najlepiej samemu posłuchac i przekonać się, czy ten zestaw dźwięków ma szansę do nas trafic czy może niekoniecznie.

Neoandertals - Ebu Gogo Gutting The Child
1. Homo Floresiensis 06:22
2. Child 02:58
3. Cut-Throat 02:44
4. Funeral Ejaculation 03:44
5. The Gutter 02:53
6. Entombment 02:35
7. Unburying the Carrion 04:04
8. Diet of Worms 02:24
9. Survival Beyond Death 04:54


Neoandertals - Child

Thursday, March 8, 2012

As I Lay Dying - Decas

Jeden z czołowych metalcore’owych zespołów amerykańskich As I Lay Dying uraczył nas ostatnio dosyć ciekawym i w sumie nietypowym wydawnictwem. „Decase” bo o tej płycie mowa składa się z zaledwie trzech nowych utworów, czterech cover’ów i pięciu utworów, które są remixami starszych utworów AILD. Zacznijmy od trzech premierowych kawałków, trzy dobre metalcore’owe brzmienia z odpowiednia dawką agresji. Świetnie się ich słucha i pozostawiają po sobie spory żal, że nie ma ich na tej płycie więcej. Dalej mamy covery i zaczynamy z „wysokiego C” jakim niewątpliwie jest „War Ensamble” Slayera, no cóż zagrany został poprawny, ale partia wokalna już jakby trochę nie pasowała, ale to oczywiście moje subiektywne odczucie. Dalej mamy dwa covery Judas Priest bardzo poprawnie zagrane, nie jestem fanem tego rodzaju muzyki, więc trudno mi tutaj zabierać zdanie, ale pewnie mogą się podobać, bo mnie się podobały. Zespołu Descendents nie znam, ale wykonanie AILD utworu „Coffie Mug” to 40 sekund hardcore’owej młócki. Później mamy remixy, z czego pierwszy z tej grupy nie jest remixem, tylko skladanką fragmentów utworów (tzw. medley) z ich pierwszej płyty („Beneath the Encasing of Ashes”). Cztery kolejne utwory, zamykające te płytę to typowo elektroniczne wariacje, wykonane w konwencji dupstep przez Innerpartysystem , Bena Weinmana, Kelly "Carnage" Cairns’a i Big Chocolate. Osobicie nie kupuje tego i w sumie po „Beneath the Encasing of Ashes” płyta mogłaby się skończyć. Generalnie wydawnictwo raczej kolekcjonerskie i na w pełni nową płytę przyjdzie nam jeszcze poczekać.

As I Lay Dying - Decas
1. Paralyzed 3:04
2. From Shapeless to Breakable 2:44
3. Moving Forward 3:42
4. War Ensemble 4:50
5. Hellion 0:44
6. Electric Eye 3:45
7. Coffee Mug 0:40
8. Beneath the Encasing of Ashes (re-recorded medley) 3:57
9. The Blinding of False Light (Innerpartysystem remix) 4:18
10 Wrath Upon Ourselves (Ben Weinman remix) 2:25
11. Confined (Kelly "Carnage" Cairns remix) 3:51
12. Elegy (Big Chocolate remix) 4:20


As I Lie Dying - Paralyzed

Thursday, March 1, 2012

Wikingowie jak rzemieślnicy...

Amon Amarth, szwedzki zespół potocznie zwany „wikingami” z uwagi na swój repertuar nawiązujący właśnie do wikingów jak i mitologii nordyckiej. Jedna z bardziej znanych grup z pogranicza tak zwanego melodic death metalu. „Surtur Rising” to już ósme dzieło Amon Amarth, Kto zna „szwedzkich wikingów” ten wie czego po płycie można się spodziewać, nie brakuje w niej soczystych riffów , zmian tempa i melodyjnych refrenów. Teksty jak zwykle o walkach, podbojach i bogach, od czasu do czasu w tle zlyszalny jest nawet zgiełk bitewny. Skład niezmienny praktycznie od 1998 roku zapewnia nam brak niespodzianek, utwory są wręcz powtarzalne, co akurat niekoniecznie jest tutaj zaletą. Na płycie jest również bonusowy track, który jest coverem utworu „Aerials” z dorobku System Of A Down. Nie jest to na pewno płyta przełomowa, aczkolwiek jest poprawna i miłośnikom zespołu jak i gatunku powinna przypaść do gustu. Co prawda można by się zastanawiać co ta płyta wnosi nowego, zapewne nic, poza odrobiną rozrywki, bardziej pasuje tu określenie rzemieślniczej niż artystycznej. Zapewne płyta taka miała też być Amon Amarth ma swój styl i w nim trwa, muzyka tez jakby zatrzymała się w miejscu, brak rozwoju jednemu służy innemu wręcz przeciwnie.

Amon Amarth - Surtur Rising
1. War of the Gods 4:33
2. Töck's Taunt: Loke's Treachery Part II 5:58 http://www.blogger.com/img/blank.gif
3. Destroyer of the Universe 3:41
4. Slaves of Fear 4:25
5. Live Without Regrets 5:03
6. The Last Stand of Frej 5:37
7. For Victory or Death 4:30
8. Wrath of the Norsemen 3:44
9. A Beast Am I 5:14
10. Doom Over Dead Man 5:55
11. Aerials 3:39

Amon Amarth - Destroyer of the Universe