Monday, February 27, 2012

Deicide - To Hell With God

Nowa płyta „bogobójców” wydana została w lutym ubiegłego roku, po ich ostatnim materiale „Till Death Do Us Part” podszedłem do niej bardzo sceptycznie. Glen Benton i spółka jednak tym razem stanęli na wysokości zadania. Deicide nagrał naprawdę niezły materiał, oczywiście nie jest to już to sam zespół co w latach swojej świetności, ale panowie z Florydy potrafią ciągle nagrać kawał dobrej muzyki. „To Hell With God” taką właśnie jest, na pewno nie ejst to płyta przełomowa, ani dla gatunku ani nawet dla Deicide, ale słucha się jej bardzo dobrze, nie nuży. Klasyczne growlingi Bentona, niezła szybka perkusja , dynamiczne i ciężkie riffy, nie ma też tego co lekko denerwować mogło w poprzedniej produkcji Deicide, a mianowicie przekombinowanych solówek Santolla. Reasumując, nie jest to działo wybitne, ale takowego nikt się chyba po Deicide obecnie spodziewać nie powinien, otrzymaliśmy solidne 36 minut ostrego death metalowego grania.

Deicide - To Hell With God
1. To Hell with God 4:20
2. Save Your 3:32
3. Witness of Death 3:05
4. Conviction 3:15
5. Empowered by Blasphemy 3:16
6. Angels of Hell 3:12
7. Hang in Agony Until You're Dead 3:59
8. Servant of the Enemy 3:17
9. Into the Darkness You Go 3:32
10 .How Can You Call Yourself a God 4:15


Deicide - To Hell With God

Friday, February 24, 2012

Zresocjalizowany Count?

Varg Vikernes, znany tez jako Count Grishnack i wszystko jasne! Kontrowersyjna postać, mój rówieśnik, jego życie potoczyło się jednak trochę inaczej. W czasach gdy ja katowałem tanie wina i popalałem trawkę, on palił kościoły. Od jakiegoś czasu przebywa na wolności i uraczył nas w zeszłym roku kolejną płyta swojego solowego projektu Burzum. Płyta zdecydowanie różni się od poprzednich wydawnictw Burzum i widać to już dosłownie na pierwszy rzut oka, gdyz okładka nie zawiera typowych dla Burzum mrocznych elementów, a jest reprodukcją obrazu Williama Bougureau, przedstawiającego młodą, nagą kobietę wśród kwiatów, co prawda lekko zmęczoną, ale na pewno nie mroczną czy pogańską. Na album składa się siedem, a właściwie pięć utworów (plus intro i outro). Co do samej muzyki, to również jest inaczej, jakoś tak mniej mroczno i bluźnierczo, często przewijają się folkowe brzmienia, dużo w tej muzyce brzmi łagodności. Wiele czystych wokali czy wręcz szeptów i deklamacji, a gdzieś tam w tle dopiero growling. Muzyka pozbawiona jest jakiś technicznych fajerwerków, ale na pewno ma swój klimat i słucha się tego nieźle, do tego stopnia, że nie nuży długość utworów (najdłuższy trwa ponad 10 minut). Burzum zawsze miał swoich zwolenników jak i przeciwników, nie inaczej jest zapewne i z odbiorem „Fallen”, mnie płyta się podoba ma nastrój. Świetnie sprawdzałaby się w jakieś sesji RPG lecąc sobie w tle. Nie wiem czy to pojedynczy wyskok Count’a Grishnacka czy zapowiedź nowego trendu, biorąc jednak pod uwagę płodność tego kontrowersyjnego multiinstrumentalisty już niedługo przyjdzie się nam zapewne przekonać.

Burzum - Fallen

1. Fra verdenstreet 1:03
2. Jeg faller 7:50
3. Valen 9:21
4. Vanvidd 7:05
5. Enhver til sitt 6:16
6. Budstikken 10:09
7. Til Hel og tilbake igjen 5:57

Burzum - Valen

Thursday, February 23, 2012

Brutalnie i w oparach rozkładu...

Istniejące od końca lat 80tych Autopsy zawsze ocierało się o czołówkę kalifornijskiej szkoły death metalu. Albumy „Severed Survival” czy „Mental Funeral” to już dzisiaj klasyka. Zespół rozpadł się w 1995 roku po nagraniu czterech studyjnych albumów, długo czekać musieliśmy na reaktywację. W 2008 roku członkowie zespołu zeszli się ponownie i to w składzie z początku scenicznej kariery, jedyna nową twarzą w zespole jest basista Joe Trevisano, który dołączył do zespołu w 2010 roku i nagrał z muzykami EPke „The Tomb Within”, współpraca ułożyła się na tyle dobrze, że Joe został w zespole. W ubiegłym roku wreszcie doczekaliśmy się nowego albumu Autopsy, „Eternal Macabre” nie rozczarowuje, zespół podążać zamierza droga, którą kroczył w latach 90tych. Muzyka jest ciężka i szybka, lecz nie brakuje też zwolnień. Album trwa ponad godzinę, ale mnie osobiście nie nudzi. Nie ma w nim może wirtuozerii, ale nie tego spodziewałem się po Autopsy, zespół najprostszymi środkami potrafi przekazać to co w death metalu jest najważniejsze i za co tę muzyke można pokochać. Chciałem zalać swój umysł falą brutalnej i wulgarnej muzyki, która pozwoli mi nie myśleć o trudach życia codziennego i w pełni oddać się przyjemności tarzania się w tym na wskroś death metalowym materiale, „Macabre Eternal” zapewnił mi to w całej rozciągłości. Ciężko powstrzymać się od rytmicznych ruchów głową i przytupywania nogą, muzyka ładuje baterie. Wokalista Chris Reifert klasyczne growlingi często przeplata opętańczym bełkotem, nadając utworom specyficzny klimat. Lubicie smród rozkładu i brutalna muzykę wciskającą słuchacza w fotel? Ta płyta jest dla Was.

Autopsy - Eternal Macabre
1. Hand of Darkness 5:19
2. Dirty Gore Whore 5:45
3. Always About to Die 5:15
4. Macabre Eternal 4:39
5. Deliver Me from Sanity 4:24
6. Seeds of the Doomed 5:26
7. Bridge of Bones 4:46
8. Born Undead 4:00
9. Sewn Into One 6:31
10. Bludgeoned and Brained 4:09
11. Sadistic Gratification 11:33
12. Spill My Blood 3:40


Autopsy - Hand of Darkness