Szwedzki Entrecht bynajmniej nie brzmi jak szwedzka kapela, brzmi jak kapela niemiecka z końca lat 80tych, a czasami jak pewna amerykańska kapela również z końca lat 80tych. Słuchając płyty „Inevitable Decay” ma się wrażenie podróży w czasie, wszak płyta wydana została w ubiegłym roku. Z płyty płynie do nas świetny thrash taki old-school’owy, inspiracje Kreator’em czy Sodom’em prześcigają się z solówkami rodem ze Slayera. Cóż mogę powiedzieć świetna płyta dla kogoś kto wychował się na metalu z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wokalne popisy Fredrika Pellbrinka jako żywo przypominają charakterystyczny śpiew Mille Petrozzy. Poza wokalista i gitarzysta Frederikiem w skład zespołu wchodzi jeszcze basista Joel Sundin i perkusista Victor Holmström. Na płytę składa się 8 utworów trwających niecałe 40 minut, czyli standard. Myślę, że powinna to być obowiązkowa pozycja dla tych co wzdychają za starymi czasami, za wysokimi białymi butami sportowymi, obcisłymi spodniami i kamizelkami obszytymi naszywkami, w tej płycie jest ten klimat, można się poczuć jak za starych dobrych lat, kiedy jeszcze byliśmy młodzi, mieliśmy bujne czupryny i żadnych kredytów w bankach…Entrench - Inevitable Decay
1. As Dawn Breaks 4:51
2. Debt of Sorrow 5:18
3. Portrait of a Phobia 6:25
4. Into Oblivion 4:13
5. Doubt What's Left 4:31
6. Blind Illusion 4:57
7. Crossing the River 2:07
8. Where Only Ruins Remain 7:10
Entrench - Into Oblivion
No comments:
Post a Comment